Gabi i Szymon | Sesja narzeczeńska w szklarni z historią o świecy dymnej… w tle

23 września 2019

Bardzo, bardzo dawno temu robiliśmy te zdjęcia. Dobrze jednak pamiętam, że Gabi i Szymon zupełnie nie chcieli klasycznej sesji narzeczeńskiej z hugs and kisses, a mieli na to zupełnie inny pomysł. Miało być surowo, wyszło… Wyszło trochę tak, jakbyśmy zagubili się gdzieś na wycieczce do Czarnobyla w którejś z pobliskich, ocalałych szklarni. A to sesja narzeczeńska w Biłgoraju, tu w lubelskim.

Zaczęło się od tego, od czego zacząć się powinno, czyli od kawy i jedzenia, a potem jeszcze dolewki mocnej, czarnej kawy, którą pijam litrami. I dopiero potem pojechaliśmy. A pojechaliśmy gdzieś w Biłgoraju, gdzieś w osiedla domków jednorodzinnych, na których prędzej spodziewałam się rządków białych, prostych domów, niż zabiedzonej, pordzewiałej szklarni. A jednak. Bo jak Gabi sobie coś wymyśliła, to wspólnie załatwili miejsce i miły pan udostępnił nam swoją szklarnię. Dziwiąc się przy tym, że miejsce, gdzie kiedyś on pomidory, teraz my zdjęcia.

Sesja narzeczeńska w szklarni

Nabroiliśmy. Kupili świece dymne, które kojarzę ze ślubnych zdjęć jako białe czy kolorowe wąskie pasy dymu, które fruną prosto z patyczka. Nieszkodliwe. A oni kupili w takiej konkretnej puszce, na której napisane, by odpalić na świeżym powietrzu. Skoro szklarnia miała mnóstwo pobitych szyb, to wyglądało na to, że warunek spełniony, a i pan miły właściciel broić z rozwagą pozwolił.

Jak nie zaczęło dymić… To tylko krzyknęłam, że NIE WIDZĘ WAS, bo widziałam tylko ścianę dymu. Który powoli opadał. A kiedy wyszliśmy na zewnątrz sprawdzić, czy na dworze nie ma śladów naszego brojenia. Czysto. Nic. Ni pół chmurki dymu.

Warto było. 🙂 Z dymem czarowaliśmy jeszcze potem – na sesji w dniu ślubu i na plenerze. Bo wiecie… kupili sześć tych świec. Sześć. Moc jednej przynajmniej o połowę za dużo ponad oczekiwane efekty, a jak sześć to trzeba było wykorzystać. Zostały im trzy (dwie! jedna nam nie zadziałała). Na kolejne rocznice. 🙂

Po wycieczce do szklarni znowu pojedliśmy, uzupełniliśmy zapasy kofeiny i pojechaliśmy do jednego z najpiękniejszych miejsc, ukrytych w środku lasu. Rezerwat Obary pod Biłgorajem pokazała mi kiedyś koleżanka i od tamtej pory marzyło mi się wrócić na te bagna, kładkę i do tego czystego lasu. Słonko poświeciło i było przepięknie.

A jaki ślub ta dwójka wyczarowała to możecie się domyślić. Pokażę go w końcu i tu, bo piękne śluby dzieją się na Lubelszczyźnie. I oni to wiedzą!

 

SHARE THIS STORY
KOMENTARZE
ROZWIŃ
DODAJ KOMENTARZ